Wszyscy dla wszystkich

Nadrzędna kategoria: FAMILY FEST
Utworzono: sobota, 25, czerwiec 2016 03:36
Poprawiono: sobota, 25, czerwiec 2016 03:36
Opublikowano: sobota, 25, czerwiec 2016 03:36
Administrator
Odsłony: 329

Wszyscy dla wszystkich

Sułkowice, Harbutowice, Biertowice i Jastrzębia – ich walory prezentowali z wielkim zaangażowaniem uczniowie, rodzice i nauczyciele Gimnazjum w Sułkowicach oraz zaproszeni goście podczas siódmego Family Fest w niedzielę 5 czerwca.

Family Fest to taki wyjątkowy festyn szkolny, który z założenia angażuje w przygotowania wszystkich członków społeczności szkolnej, po to, by później wszyscy mogli się wspaniale bawić

i cieszyć z owoców swojej pracy. Dyrekcja zaś co roku dokłada do tego bogatego repertuaru propozycji jakiś gwóźdź programu, coś absolutnie wyjątkowego. W pamięci gimnazjalnej braci na długo jeszcze pozostanie układanie fantastycznego motyla z ludzi, domino z książek w kształcie sowy, mecz żywych szachów, symultana z arcymistrzynią. I nie tylko gimnazjalistów. Na Family Fest podąża przecież także wiele osób niezwiązanych z Gimnazjum. Family Fest jest dla wszystkich i wszystkich zaprasza.

Ile ludzi w gminie tyle…

– W czasach, gdy buduje się coraz więcej murów, a coraz mniej mostów, my chcieliśmy zaproponować coś, co nas łączy. Ułożyliśmy herb Gminu Sułkowice z drobniutkich kamyczków. Każdy kamyczek to jedna osoba w naszej gminie – mówiła podczas odsłonięcia herbu dyrektor Stefania Pilch. A odsłonięcia dokonali senator Andrzej Pająk i burmistrz Piotr Pułka w asyście radnych i sołtysów Sułkowic, Harbutowic i Biertowic – miejscowości z obwodu sułkowickiego Gimnazjum. Do symboliki herbu, który jednoczy, nawiązał w swoim wystąpieniu okolicznościowym senator. Podkreślał, jak ważne są te znaki, z którymi się identyfikujemy w tworzeniu wspólnoty ludzi połączonych ojczyzną, korzeniami kultury i wiarą.

Senator RP Andrzej Pająk jest stałym bywalcem w sułkowickim Gimnazjum i przyjacielem szkoły. On też, wraz z wojewodą małopolskim Józefem Pilchem i burmistrzem Sułkowic Piotrem Pułką objął Family Fest patronatem honorowym.

A herb prezentuje się okazale i godnie. Ułożony jest z kamyczków, których naturalne kolory odwzorowują barwy godła Gminy Sułkowice. Osadzony w kutej ramie, usytuowany przed wejściem głównym do gimnazjum, ma szansę na długie lata zdobić kompleks szkolno-sportowo-rekreacyjny przy ul. Sportowej. Herb rozrysował Jan Socha, a misternie osadzały je w zaprawie nauczycielki Anna Baran, Anna Miętka i Marta Dzidek. Praca ta trwała ponad 4 miesiące (ok. 15 tys. kamyczków), oczywiście po godzinach i con amore.

Cztery strony Gimnazjum

Z czterech miejscowości przybywają uczniowie do sułkowickiego Gimnazjum – trzy należą do obwodu: Sułkowice, Harbutowice i Biertowice. Ale jest jeszcze czwarta społeczność uczniów z sąsiedniej Jastrzębi – kilka osób, w sumie ok. połowy klasy.

W tym roku tematem wiodącym Family Festu były – jak mówiła dyrektor – te mosty, które nas łączą. Stad pomysł, by się lepiej poznać wzajemnie. A ponieważ za każdym dobrym pomysłem powinna iść jego realizacja, wiec zapadła decyzja, że podczas festynu zaprezentowane zostaną wszystkie miejscowości rodzinne uczniów. Każda klasa pod opieką wychowawców przygotowała występ lub wydarzenie związane z jedną z czterech miejscowości. Zaproszone też zostały koła i stowarzyszenia gospodyń, by pokazały to, co u nich typowe, najlepsze, czym się chlubią. Panie z Harbutowic przyjechały w swoich regionalnych strojach, ze sławnymi już gorącymi pierogami, wiosenną zupą z dodatkiem pokrzyw (mniam), ciastami, chlebem domowym ze smalcem, ogórkami małosolnymi

i innymi różnościami prosto z harbutowskiej kuchni. Panie wystąpiły też na estradzie, śpiewając piosenkę o Harbutowicach autorstwa nauczycielki Gimnazjum Haliny Kozioł oraz przedstawiając pokrótce ich historię.

Przybyły też gospodynie z Jastrzębi ze swoim godłem miejscowości – Trzema Wionkami. Na ich stoisku można było oglądać m.in. efekty projektu zrealizowanego przez środowisko i stowarzyszenia związane ze szkołą, z pomocą wszystkich wiejskich organizacji pt. Jastrzębia jakiej nie znacie. Wywiady przeprowadzone przez uczniów i absolwentów z osobami starszymi zaowocowały książeczką ze spisanymi podaniami, legendami i wspomnieniami o tym, jak to dawnej bywało na naszej wspólnej ziemi. Panie z Trzech Wionków częstowały wionkami z ciasta (trochę jak krakowskie precelki), ciasteczkami i… kto chciał, tego uczyły, jak robić ozdoby z bibuły karbowanej. Można było u nich obejrzeć, jak będzie wyglądała jastrzębska szkoła podstawowa po rozbudowie oraz podziwiać rysunki artysty plastyka Kazimierza Wiśniaka – wielkiego miłośnika ziemi lanckorońskiej, ilustratora i redaktora „Kuriera Lanckorońskiego”.

Podobnie jak Harbutowice, także i Sułkowice oraz Biertowice dorobiły się na tym Family Feście własnej piosenki. Halina Kozioł oddała w ich słowach klimat tych miejscowości, ich tradycje, historię i aspiracje. Niedaleko pada jabłko od jabłoni – uczniowie także napisali piosenki o swoich rodzinnych stronach.

Jak Sułkowice – to kowalskie sprawy

Prezentacja Moje miasto Sułkowice przeniosła akcję ze stadionu do klasy szkolnej. I chwała Bogu, bo właśnie przeszła gwałtowna, ale na szczęście krótka ulewa. W sali wypełnionej zabytkowymi sprzętami związanymi

z koronnym fachem sułkowickim, o kowalstwie dawniej i dziś opowiadali Zygmunt Oliwa i Stefan Bochenek oraz wieloletni pracownik fabryki Kuźnia, dziś radny miejski Józef Piegza. O eksponatach i życiu w kowalskich Sułkowicach mówił kolekcjoner-pasjonat, zaprzyjaźniony ze szkołą Michał Klimowski. Zainteresowani wypełnili klasę i korytarz przed klasą, a pytaniom do fachowców i rozmowom o kowalstwie nie było końca.

Każdy ma jakiś talent

Jeden jest dobry w śpiewaniu, inny w sztukach pięknych, ktoś świetnie gra w nogę, inny w tenisa stołowego, szachy, a są i tacy, którzy potrafią ułożyć kostkę Rubika w ok. pół minuty. Wszyscy ci utalentowani uczniowie mieli okazję zaprezentować się i powalczyć w licznych konkursach, zawodach, meczach i prezentacjach towarzyszących Family Festowi. A śpiewający uczniowie i aktorzy zagospodarowali estradę. – Staramy się wydobywać te liczne talenty naszych uczniów. Nie każdy jest geniuszem intelektu. Niejednemu nauka przychodzi może trudniej, ale za to ma jakiś wyjątkowy talent, uzdolnienie. Chcemy by rozwijali te dary, bo w ten sposób budują coś bardzo ważnego – poczucie własnej wartości, odwagę bycia sobą – mówi wicedyrektor szkoły, a zarazem pedagog szkolny Teresa Chodnik-Bigaj.

Nagrodą dla występujących były burzliwe owacje widowni. Nagrodą dla zawodników – miejsce na podium i drobne upominki, a wszyscy uczniowie biorący udział w tej wspólnej zabawie otrzymali poczęstunek na konkretnie i na słodko.

Na estradzie

Tutaj działo się przez cały czas. Stąd szły zapowiedzi, podziękowania sponsorom, informacje gdzie i co można zobaczyć. Taki punkt informacyjny, jako że impreza toczyła się symultanicznie – w wielu miejscach w tym samym czasie. Oczywiście estrada jest od występowania i taką rolę przede wszystkim spełniała. Swoje kapitalne programy zaprezentowały gościnnie przedszkolaki ze wszystkich przedszkoli sułkowickich. Udowodniły, że świetnie sobie radzą i z repertuarem współczesnym (absolutnie na czasie), i z kabaretowym, i z tradycyjnym – ludowym.

Uczniowie Gimnazjum śpiewali standardy muzyki rozrywkowej, piosenki o swoich miejscowościach (całymi klasami), grali w zespołach (w tym w zespole jazzowym złożonym z uczniów należących do sułkowickiej Orkiestry Dętej) i solo oraz zademonstrowali przedstawienie kukiełkowe o królu, królowej, smoku i czarownicy – w realiach i mentalności całkiem współczesnych. Na scenie wystąpili też absolwenci (w zespole Porch), a na zakończenie grał pod nogę i do wspólnego śpiewania zespół Soldier Band, do którego należy tato ucznia – Wiesław Lenart.

Rodzice

Nie szczędzili pracy, czasu, ni zaangażowania. Pomagali w przygotowaniu prezentacji, prowadzili kawiarenkę, do której napiekli znakomitego ciasta, częstowali ciastem na stoiskach prezentujących poszczególne miejscowości, pitrasili potrawy z grilla, ugotowali nawet sułkowicką krzonówkę w wielkim kotle. Wszystkie te frykasy, łącznie ze specjałami ze stoiska pań ze Stowarzyszenia Gospodyń Cis z Harbutowic był sprzedawane (degustacje też były), a cały dochód przeznaczony był na potrzeby szkoły. Jak zwykle dopisali wierni sponsorzy, ofiarowując „towar” na stoisko „przemysłowe” – od kosmetyków, przez osprzęt dla zwierząt, po rozmaite gadżety i pieniądze wpłacone bezpośrednio na konto Społecznego Komitetu Stowarzyszenia Pomocy Szkole.

I co kto chciał

Trudno wyliczyć wszystko, co przygotowane zostało na Family Fest – a to konkurs na najpiękniejszy sfotografowany pejzaż; a to koronkowe cuda Kazimiery Kois czy Danuty Sołtys; a to spotkanie z mistrzami fryzjerskimi Przemysławem Kanią i Adamem Kanią z Biertowic; a to prezentacja dorosłych i młodych gołębi pocztowych 17-letniego, bardzo utalentowanego hodowcy Michała Kiebzaka z Oddziału PZHGP Sułkowice (dorosłe pofrunęły do swojego gołębnika z ręki senatora Andrzeja Pająka i dzieci, młode na loty muszą jeszcze troszkę poczekać); a to miniatury charakterystycznych obiektów z miejscowości, z których pochodzą uczniowie Gimnazjum (zasilą one szkolną izbę pamięci). Uczniowie na górze w szkole grali sobie w wielkie szachy w korytarzu, do turnieju szachowego, równoległego do uczniowskiego, stanęli chętni rodzice i dziadkowie, były dmuchańce i karuzela dla dzieci, lody włoskie i lodowe koktajle… Do wyboru, dla każdego.

Przygotowania do tego wydarzenia zaczęły się już od początku roku szkolnego. Na estradzie, stoiskach, w zawodach oglądać można było przede wszystkim uczniów, ale za ich występami stała nie do przecenienia praca wychowawców i nauczycieli. Pracy co niemiara, to prawda, ale dobre wspomnienia po Family Festach uczniowie zachowają na długie lata.

Anna Witalis-Zdrzenicka

Gazeta Gminna „Klamra” nr 4/2016